Jak to możliwe, że chrześcijańskie pary biorą ślub młodziej?

Wiele młodych osób, które wychowane zostały w wierze chrześcijańskiej bardzo restrykcyjnie podchodzi do tematu związku, miłości i ślubu. Nie mam tu na myśli tych, którzy do kościoła chodzą jak im się zachce, ani tych, którym Boże Narodzenie kojarzy się tylko z prezentami i obżarstwem. Bardziej chodzi mi o ludzi młodych, angażujących się w życie Kościoła, uczęszczających na rekolekcje i mocno wierzących we wszystkie chrześcijańskie zasady. To właśnie o nich będzie dzisiaj mowa. I tak, takie osoby jeszcze istnieją, a co więcej – jest ich naprawdę sporo!

Jak każdy katolik wie – Kościół niepochlebnie patrzy na wspólne mieszkanie młodych osób będących w związku. Tym bardziej zabronione jest współżycie przed ślubem, stosowanie metod zapobiegania ciąży oraz jakakolwiek rozwiązłość.

holy-2598304_1920

Jedni mogą mówić, że to głupota, ale dla tych z silną wiarą jest to sprawa bardzo ważna. Tak jak dla Ciebie naturalnym jest wspólne życie przed ślubem, tak dla niektórych jest to nie do przyjęcia. Koniec i kropka. A ja nie zamierzam tego oceniać, bo każdy żyje według swoich zasad. I chociaż ja według Kościoła żyję raczej „nie po bożemu” to i tak mam nadzieję, że nie jestem taką złą osobą 🙂

cross-2563924_1920

A teraz bliższe spojrzenie na kwestię ślubu wśród takich pobożnych młodych.

Jakoś tak się złożyło, że miałam okazję obserwować z bliska kilka młodych par o katolickich przekonaniach. Co takie osoby mogą myśleć?

Chcemy zamieszkać razem, ale przed ślubem nie możemy. Weźmy więc ślub!

Takie proste, prawda? To może mieć wiele zalet, jak i wad.
Plusy:
– zamieszkanie z ukochaną osobą jest ekscytujące,
– zanim dojdzie do jakichkolwiek kłótni o leżące na podłodze skarpetki, czy za długie     siedzenie w łazience, minie kilka dobrych miesięcy,
– wspólne mieszkanie scala młode małżeństwo i daje im wiele radości, gdyż była to wyczekana chwila,
– zasmakowanie „zakazanego wcześniej owocu” jest niezwykle interesującym przeżyciem.

Minusy:
– młodzi na sto procent nie poznają się przed ślubem, co może być powodem późniejszego rozczarowania,
– wspólne mieszkanie może okazać się szokiem, nagłym doświadczeniem zbyt wielu obowiązków, a to może być bolesne (muszę zaznaczyć, że pary z mojego otoczenia przed ślubem mieszkały z rodzicami, a to jest po prostu całkiem inna bajka),
– wspólne mieszkanie = wspólne finanse, a zarządzanie kosztami może okazać się naprawdę trudne bez wcześniejszego przygotowania.

Seks przed ślubem nie wchodzi w grę, ale my już tego chcemy. To może ślub?

Brzmi trochę śmiesznie, ale tak – kwestie seksualne dla młodych i pełnych pożądania ludzi mogą być jednym z powodów podjęcia decyzji o małżeństwie.

Plusy:
– pierwsze namiętne chwile z ukochanym/ukochaną są po prostu magiczne i dzięki temu bardzo dobrze wpływają na relacje,
– zasmakowanie seksu po raz pierwszy ze swoim małżonkiem daje pewien model myślenia „To jest moja żona/mąż – jedyna osoba, z którą będę to robił/robiła”,
– młodzi są dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi – oboje są tak samo niedoświadczeni i mogą dochodzić do wszystkiego razem.

Minusy:
– inicjacja seksualna bywa czasami trudna – zwłaszcza dla kobiet. Wtedy może nastąpić pewnego rodzaju strach, niepewność i zakłopotanie,
– może się okazać, że partnerzy nie lubią tego samego, ich poglądy na te delikatne sprawy mogą się różnić, a po ślubie raczej odwrotu już nie ma,
– niedoświadczenie w tych sprawach może zakończyć się nieciekawie. W sprawach seksu do wszystkiego dochodzi się z czasem, a tego młode osoby po prostu wcześniej nie miały,
– jeśli w chwili zapomnienia zdarzy się tak, że pojawia się dziecko to może to być dużym szokiem dla obydwu stron. Tym bardziej kobieta doznaje szoku, bo ledwo co rozpoczęła tę intymną przygodę, a już rośnie jej brzuch. Psychicznie trzeba się na to po prostu przygotować.

couple-2300103_1920

Jesteśmy w sobie tak zakochani, że już nie będziemy dłużej czekać! Ślub to będzie przypieczętowanie naszej miłości!

No tak… tylko na ogół emocje są złym doradcą. A skoro para jest młoda to i przyszły małżonek/małżonka są często pierwszą, niewinną miłością. Nie wiem jakie Wy macie doświadczenia, ale jak ja miałam pierwszego chłopaka to też wydawało mi się że to ten jedyny. A teraz jak sobie myślę, że on miałby być moim mężem to raczej szczęśliwa bym nie była. Jednak nie oznacza to, że nikomu nie może się udać 🙂 Istnieje wiele par na świecie, które były dla siebie pierwszymi miłościami i tworzą szczęśliwe małżeństwa! 😉

Plusy:
– pierwsze zauroczenia są naprawdę super. Pełne romantyzmu, niewinności i uroku. Jeśli mądrze się do nich podejdzie to mają szansę przerodzić się w coś trwałego i prawdziwego,
– dwoje młodych zakochanych ludzi potrafi razem przenosić góry, prawdziwe uczucie zawsze przetrwa,
– spontaniczność to dobra cecha, a zgodność dwóch osób co do ślubu dobrze rokuje.

Minusy:
– tak naprawdę nic nie jest wiadome na sto procent. Bez wcześniejszego zamieszkania i poznania siebie, zauroczenie może równie szybko prysnąć,
– emocje nie są najlepszym doradcą. Miłość miłością, ale przyszłe wspólne plany też powinny być przemyślane, a pod wpływem spontanicznych decyzji łatwo o tym zapomnieć,
– chociaż każdy z nas będąc młodym myślał, że jest już dorosłym, to życie weryfikuje tzw. mądrość życiową. A dwie niedoświadczone życiowo osoby razem może równać się katastrofa 🙂

the-altar-1955675_1920

Chcesz dodać coś od siebie? Podziel się tym ze mną w komentarzu poniżej! 🙂

Zdrówka!

9 thoughts on “Jak to możliwe, że chrześcijańskie pary biorą ślub młodziej?

Add yours

  1. Wybacz, ale nie masz zielonego pojęcia o czym piszesz. Wspólne obowiązki domowe, zarządzanie finansami mają być szokiem? Pojawienie się dziecka ma być szokiem? Czy ślub biorą osoby w wieku 12 lat….?
    „młodzi na sto procent nie poznają się przed ślubem, co może być powodem późniejszego rozczarowania” – czyli „poznawanie drugiego człowieka” odbywa się wyłącznie w łóżku i we wspólnym domy? Ludzie, którzy nie mieszkają razem nie mają szansy się dobrze poznać przed ślubem….? Ciekawe skąd to wzięłaś. Jeśli chodzi o jakieś przywary, które wyjdą po zamieszkaniu razem, to mam złą wiadomość. Jeśli nie weźmiecie ślubu, ale będziecie mieszkać wspólnie, to też wyjdą. Tyle że wtedy zamiast pracować nad sobą trzaśniecie drzwiami i pójdziecie szukać lepszego modelu.

    „niedoświadczenie w tych sprawach może zakończyć się nieciekawie. W sprawach seksu do wszystkiego dochodzi się z czasem, a tego młode osoby po prostu wcześniej nie miały” – przepraszam, nieciekawie czyli JAK? I czego młode małżeństwa nie miały, dochodzenia do pewnych rzeczy z czasem? Wiesz, mają całe życie na to, aby się dopasować do siebie.

    „może się okazać, że partnerzy nie lubią tego samego, ich poglądy na te delikatne sprawy mogą się różnić, a po ślubie raczej odwrotu już nie ma” Nagle się okaże, że ona lubi pod kołdrą a on przy lampce i to już taki wielki problem, że trzeba się rozstawać czy co? Powiedziałabyś swojemu partnerowi, że kochasz go nad życie, chcesz jego szczęścia i radości w każdy dzień, ale to i to w łóżku nie pasuje, więc żegnaj…?

    Nie chce mi się punktować wszystkiego. Ogólny wydźwięk: nie chcę oceniać, ale oceniam negatywnie. Jesteś niespójna w tym co piszesz. Uważasz, że katolicy biorą ślub wcześniej niż niewierzący, bo chcą razem mieszkać i uprawiać seks. Zapominasz, że ślub dla katolika to perspektywa na całe życie i jak napisałaś – nie ma odwrotu. Naprawdę uważasz, że ktoś podejmuje taką decyzję dlatego, żeby móc już rozpocząć współżycie i zamieszkać z partnerem…?

    A gdyby to odwrócić i napisać artykuł „Dlaczego niewierzący biorą ślub tak późno lub nie biorą go wcale?”
    1. Dużo czasu na rozwiązłość, nie muszę być nikomu wierny, wierność to przeżytek.
    2. Możemy mieszkać razem, a jak mnie zaczną wkurzać jego porozwalane konsole i skarpetki to się wyprowadzę i będę wieść życie silnej, niezależnej kobiety, dopóki nie spotkam kolejnego współlokatora.
    3. Będziemy trzymać pozory tak długo jak tylko się da, przecież nie pokażę mu, że jestem taka i taka.
    4. Po co brać ślub, skoro pewnie kiedyś się rozwiedziemy…?

    Wystarczy. Weź dwa oddechy i przemyśl jeszcze raz co napisałaś i przede wszystkim – PO CO?

    Polubione przez 1 osoba

    1. No to od początku:
      – pierwsza sprawa: te możliwe powody opisałam obserwując i rozmawiając z chrześcijańskimi parami wokół mnie. I tak, były to osoby dosyć młode, tak – według mnie – nie w stu procentach odpowiedzialne, bo do momentu ślubu mieszkające ze swoimi rodzicami, niezarabiające jeszcze na siebie i patrzące na sprawy mieszkania ze sobą z jeszcze nazbyt idealistycznym podejściem. Nie oznacza to jednak, że wszystkie młode osoby mieszkające z rodzicami i niezarabiające na siebie są nieodpowiedzialne. Jak to w zyciu – są tacy i tacy.

      – druga sprawa: z mojego doświadczenia i z rozmów z bliskimi mi młodymi osobami to właśnie po zamieszkaniu z drugą połówką pary poznają się najlepiej. Nie chodzi tu w żadnym wypadku o seks (w tekście też o tym pisałam). I tutaj zaznaczam – można się dobrze poznać bez mieszkania ze sobą. Jest jeszcze inna kwestia – są osoby, które oficjalnie ze sobą nie mieszkają, ale spędzają większość czasu, a nawet nocują u siebie. Potem „chwalą” się, że przed ślubem ze sobą nie mieszkały, ale dla mnie jest to mała hipokryzja, bo fakt, że nie płaci się razem za wynajem, albo, że nie widnieje się na umowie razem jako wynajmujący nie świadczy o niemieszkaniu ze sobą. Ale to inna kwestia, więc nie będę się rozpisywać.

      – trzecia sprawa: zgadzam się z Tobą, że na dopasowanie się w sprawach seksu ma się całe życie 🙂 Tylko opisałam sytuację, nie wiem dlaczego wzięłaś to za jakąś krytykę lub negowanie tego faktu. Oczywiście, znowu powtarzam – KAŻDY JEST INNY i w wielu parach sytuacja może wyglądać inaczej. Ideałem byłoby, aby każdy szanował się na tyle, aby bez robienia problemów dochodzić wspólnie do swoich potrzeb. Dawniej np. było mniej rozwodów, a i śluby często odbywały się bez wcześniejszej inicjacji seksualnej, ale nie sądzę, że każdy małżonek bez wyjątku był szczęśliwy ze swojego życia intymnego mimo, iż ludzie spędzali ze sobą życie.

      – Bardzo powierzchownie opisałaś „problemy w łóżku” w swoim komentarzu. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany, ale rozumiem, że nie każdy może zdawać sobie z tego sprawę 🙂 To, że „ona lubi pod kołdrą, a on przy lampce” to nie jest problem – jeśli to miałyby być klasyfikowane jako problemy to świat byłby piękny! 😉

      – Jeszcze jedna uwaga- niczego tutaj nie oceniłam negatywnie. Po prostu opisałam coś z czym się zetknęłam. Od początku podkreślałam, że każdy żyje tak jak chce lub według zasad za jakimi chce podążać – możliwe, że opuściłaś tę część.

      Dziękuję za radę, ale już mam wszystko doskonale przemyślane 🙂 Jak ja mogę coś poradzić to, aby czytać ze zrozumieniem i nie wyrywać z kontekstu pewnych zdań i interpretować ich po swojemu 🙂

      Dzięki za komentarz (to nie jest ironiczne, naprawdę! )

      Polubione przez 1 osoba

      1. 1. Odbiegasz nieco od tematu. Pytałam w jaki sposób niemieszkanie ze sobą przed ślubem uniemożliwia poznanie partnera na tyle, by stwierdzić, że dalsze życie z nim odpowiada/nie odpowiada moim przekonaniom, wartościom, charakterowi? I po co mieszasz w to mieszkanie z rodzicami, co to ma do dojrzałeł odpowiedzialności? Jak sama powiedziałaś – można byc odpowiedzialnym mieszkając z nimi i na odwrót. Dlaczego w artykule napisałaś, że młodzi na 100% nie poznają się dobrze przed ślubem, jeśli ze sobą nie zamieszkają, a w odpowiedzi na komentarz piszesz, że jednak jest to możliwe…?

        2. Jeśli swoje szczęście i związek opierasz na życiu intymnym, to rzeczywiście – kwestia dobrego seksu jest kluczowa. Dla każdego katolika fundamentem życia małżeńskiego nie jest łóżko, tylko Bóg i Miłość. Sądzę, że miłość jest fundamentem związku nawet niewierzących ludzi, więc siłą rzeczy sprawy łóżkowe jej nie przeslaniają, bo są dopełnieniem a nie sensem. A skoro taki jest porządek rzeczy, to wszelkie problemy z pożyciem i nie tylko są do rozwiązania. Jeśli kogoś dobrze poznasz, wejdziesz w jego świat, dowiesz się jaki jest, co sprawiło mu w życiu ból a jakie chwile były szczęśliwe, jednocześnie otworzysz siebie na tego człowieka, to na podstawie tych wszystkich informacji jesteś w stanie przewidzieć czy ktoś będzie „pasował” czy nie. Uwierz mi, że nie trzeba iść z nikim do łóżka, aby się o tym przekonać. Co do rozwodów i inicjaci – przepraszam, ale trudno mi wyobrazić sobie głupszy powód rozbicia małżeństwa niż „seksualne niedopasowanie”. I dziś nie każdy wiedzie szczęśliwe życie seksualne, ale to w ogromnej mierze NIE jest kwestia „niewypróbowania” przed ślubem.
        Proszę Cie, uszczypliwości zostaw dla siebie i nie traktuj mnie jako kogoś, kto płytko patrzy na świat i nie widzi jego złożoności. Właśnie usiłuję Ci pokazać pewne rzeczy, ale jak grochem o ścianę. Tak tylko przypomę, że sama niżej przyznałaś, że Twoje obserwacje są płytkie….
        Więc jeszcze raz: z lampką i kołdrą to jest PRZYKŁAD. Nie będę rozpisywać po kolei większych i mniejszych problemów lóżkowych (widzę, że i tak jesteś ich bardzo świadoma). Uwaga – główne przesłanie: KAŻDY PROBLEM DA SIĘ ROZWIĄZAĆ. Odejście NIE JEST rozwiązaniem problemu. Wypróbowanie 20. mężczyzn przed ślubem NIE CHRONI przed problemami. Jak po 21 facecie trafisz na tego, z którym jest idealnie, a on po 15 latach zaniemoże, to zaczniesz od nowa…? Gdzie tu sens i logika…?

        To, że pisałaś, żeby każdy żył, jak chce, przeczytałam. Tylko co to wnosi w sprawie tych kłamliwych, powierzchownych i niedojrzałych „obserwacji”…?
        Z kontekstu niczego nie wyrwałam, doskonale rozumiem, co przekazałaś. I nadal nie wiem po co piszesz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia.

        Polubione przez 1 osoba

  2. jestem 22-letnią katolicką żoną. niestety autorka artykułu nie ma najmniejszego pojęcia o motywach, poglądach i problemach młodych wierzących małżonków. nie ma w tym nic złego, nikt nie musi się znać na wszystkim. tylko skąd pomysł na „nie znam się- to się wypowiem”?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nigdzie nie napisałam, że jestem ekspertem w tej dziedzinie 🙂 W Internecie natomiast można pisać (zwłaszcza na swoim blogu) swoje spostrzeżenia i uwagi nt. wielu kwestii, więc i tak zrobiłam.
      Każdy, (w tym także każdy wierzący człowiek) może mieć inne motywy i poglądy i problemy, prawda? 🙂 Moim zdaniem (i tutaj nie oceniam negatywnie nikogo kto ma inne zdanie niż ja) każda kochająca się para chce siebie uszczęśliwić, stworzyć rodzinę, dać sobie bezpieczeństwo i się sobą najzwyczajniej w świecie cieszyć. W prawdziwym życiu oznacza to więc wspólne dbanie o siebie na co dzień, zamieszkanie ze sobą, spłodzenie dzieci, kochanie się (zarówno to emocjonalne jak i fizyczne), dawanie sobie bezpieczeństwa uczuciowego i finansowego. Kościół nieprzychylnie patrzy na zamieszkanie razem,seks i posiadanie dzieci przed ślubem, tak? Więc jeśli nie jest to zgodne z naukami, a młodzi tego pragną i się kochają to po prostu decydują się na ślub. A ponieważ podążanie za regułami religii jest dla nich ważne to ślub dochodzi do skutku. Co nie oznacza, że inni mają także inne powody 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Marii, idealnie trafiłaś w punkt. Mniej więcej to chciałam napisać. Ten artykuł to stek bzdur na temat katolickiego podejścia do związku. Skoro autorka nie rozumie naszego podejścia to mogłaby zaprosić do wypowiedzi osoby, które tak żyją. Straciłam pięć minut mojego zycia na przeczytanie tego czegoś.

    Polubione przez 1 osoba

    1. A skąd wiesz, że ja nie rozumiem „waszego podejścia” ? Jeśli jesteś chętna to podejście opisać to ja bardzo chętnie się do niego odniosę!
      P.S. Zawsze mnie śmieszy jak ktoś najpierw czyta coś w Internecie co mu się nie podoba, a potem komentuje, że stracił czas 🙂 Przecież nie nikt Cię nie zmuszał do czytania 🙂 Internet to przestrzeń publiczna i każdy może tu pisać, natomiast nie wszyscy muszą czytać.
      Jeśli (nie zmuszam Cieę oczywiscie) chcesz to opisz proszę to wasze podejście o którym napisałaś 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Piszesz: «każdy żyje według swoich zasad». Otóż nie. Człowiek wierzący słucha bardziej Pana Jezusa niż samego siebie: «Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania» (J14,15). Podane zaś przez Ciebie rzekome powody dla których katolicy zawierają ślub są przerażająco płytkie i niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Tego, kto rzeczywiście tak powierzchownie spogląda na kwestię małżeństwa, nie można nazwać osobą poważnie traktującą swoją wiarę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, masz rację. Bardziej chodziło mi o to, że każdy człowiek mając wolną wolę może wybrać zasady za którymi będzie w życiu podążał. Jeśli wybiera nauki Jezusa to podporządkowuje się im. To racja, że te powody są płytkie, ale ja tylko opisałam to co zauważyłam i usłyszałam od tych, którzy w takiej sytuacji się znaleźli. Nie wiem dlaczego wszyscy, którzy skomentowali uważają, że ja tak postrzegam wszystkich wierzących. Wręcz przeciwnie- zawsze uważałam, że dla wierzących sprawa małżeństwa to zdecydowanie coś więcej niż to co ja opisałam. Więc gwoli wyjaśnienia. To czego ja się dowiedziałam (w wielkim skrócie) to oczywiście powody duchowe i miłość do wybranej połówki + sprawy przyziemne, czyli wspólne zamieszkanie, współżycie i chęć bycia razem jako rodzina.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: